O tym gdzie Pafnucek trzymał siekierę.
Film Natalii Brożyńskiej Drżące trąby.
Jedną z bardzo ciekawych odpowiedzi wystrugał z tego dzieła Lapsus, można ją przeczytać tutaj, do czego serdecznie zachęcam. Nie mniej myli się on, lub nie dostrzega, a może bagatelizuje jeden fakt, mianowicie skąd Pafnucek wziął siekierę...
Otóż siekiera, przed wprawieniem jej w ruch morderczo wyzwoleńczy, spoczywa na pianinie, nie zaś na półce. Fakt być może banalny, ale jednak niezwykle znaczący. Kto to słyszał, żeby trzymać siekierę na pianinie? To mógł zrobić niewydarzony artysta-pianista-sadysta, który jakąkolwiek krytykę znosi narzędziem, że tak powiem, z porządku raczej ogrodniczego, niż wysokiej sztuki?
Jak widać w tej scenie, główny bohater filmu Pafnucek, jest powodowany, czy miotają nim, dwie przeciwstawne siły sprawcze. Z jednej strony siła piękna, sztuki, estetyki, z drugiej mroczna potrzeba rzeźnickiej zabawy, okraszonej galonem krwi (nawiązania do Tarantino nieprzypadkowe). Widać, że jest on oczytany (zdjęcia Kalasia wyciąga ze strony pism, książek etc.) i choć niezbyt wyćwiczone ma ciało, nadrabia wartością intelektualną. Miesza się ona jednak z pierwotną chęcią mordu i zniszczenia - "Albo on, albo ja" brzmi jak "Oko za oko, ząb za ząb". Ostatecznie przedmiot który zabiera z pianina to nawet nie siekiera - raczej jest to barbarzyński topór, podkreśla to tylko jego pierwotną siłę i wzburzenie.
Pafnucek jadąc z siekierą (porządek zwierzęcy) na wrotkach (porządek sportowy, bo jak już zdążyliśmy zauważyć, na głównego bohatera dość silnie wpływają nakazy kultury - bądź zdrowy, bądź piękny, bądź wysportowany) pomiędzy poniemieckimi kamienicami (porządek nacjonalistyczny?) mija prosiaka statystę, który "właściwie nie jest ważny" i dociera pod okno gdzie dokona się przeznaczenie. Dlaczego jednak prosiak-statysta nie jest ważny? Przecież nasz włochacz mógł dokonać mordu już tutaj, na ulicy, w pewnym sensie byłby to akt bardziej skuteczny, bo z tej postaci ilość krwi, której, jak ustaliliśmy, ma być jak najwięcej, byłoby zdecydowanie więcej niż z zabijanego Kalasia. Jednak szalony wrotkarz obojętnie mija tą postać, dlaczego? Myślę, że odpowiedź na to pytanie uzyskamy jak dojdziemy już do sceny pojedynku-pojednania.
I tak, gdy przebrany za Pafnucka Kalasanty otwiera drzwi swojemu niedoszłemu oprawcy, realizuje się wielopoziomowa transgresja. Otóż w mgnieniu oka okazuję się, że Kalasanty także tęsknił za zwierzęcą autentycznością, dlatego był stylizował się pokątnie za pierwotnie włochatego Pafnucka. Dlaczego po prostu nie trzymał siekiery na podorędziu? Mając świadomość życia w świecie symulacji i symulakrów, bezpośredni powrót do pierwotności byłby niemożliwy, a przez to każda próba tegoż powrotu ośmieszona podwójnie - przez niemożliwość właśnie i przez świadomość niemożliwości. Dlatego ten stylizuje się na kogoś, kto miotany różnymi siłami znajduje się bliżej zwierzęcości.
Jednocześnie w momencie gdy Pafnucek podnosi siekierę (raczej topór), postrzega wszystko w niebywałej i jak dotąd niedostępnej dla niego przejrzystości, oto on chce zabić kogoś, kto od pożądanego stanu jest o mile świadomości dalej niż on sam. W chwili pojednania, świadomość nierealności, a może nawet bardziej odrealnienia, świata, staje się w mig krystalicznie czyste dla obu postaci (a prosiak pozostaje w sferze nieświadomości?). Oto kultura wyzuła nas z tego co w nas naturalne - zaczęliśmy pożądać czegoś nierealnego i to nierealne, poprzez to, że uświęcone w społeczeństwie jako wzorzec, staje się bardziej realne niż realne. Słowem, rura odkurzacza jest bardziej realna niż realność trąby.
Pojednanie Pafnucka i Kalasantego jawi się jako absolutne zrozumienie poruszania się bohaterów w odrealnieniu, związaną z tym śmiesznością ich samych, oraz nowego rodzaju wyjścia z tego zapętlenia. Rzucają się sobie w ramiona doświadczając siebie samych i siebie wzajemnie w nieuchwytnej realności "a więc ty jesteś taki, a ja myślałem, że ty jesteś owaki". Być może jednym wyjściem z tej przykrej sytuacji jest całkowita jej negacja...
A my gdzie trzymamy nasze siekiery?
Na marginesie filmu Drżące trąby reż. Natalia Brożyńska.
Ps. polecam także wywiad z autorką filmu, jeśli ktoś dotychczas nie miał okazji się zakochać, to jest ku temu świetna okazja.
Pojednanie Pafnucka i Kalasantego jawi się jako absolutne zrozumienie poruszania się bohaterów w odrealnieniu, związaną z tym śmiesznością ich samych, oraz nowego rodzaju wyjścia z tego zapętlenia. Rzucają się sobie w ramiona doświadczając siebie samych i siebie wzajemnie w nieuchwytnej realności "a więc ty jesteś taki, a ja myślałem, że ty jesteś owaki". Być może jednym wyjściem z tej przykrej sytuacji jest całkowita jej negacja...
A my gdzie trzymamy nasze siekiery?
Na marginesie filmu Drżące trąby reż. Natalia Brożyńska.
Ps. polecam także wywiad z autorką filmu, jeśli ktoś dotychczas nie miał okazji się zakochać, to jest ku temu świetna okazja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz