wtorek, 6 sierpnia 2013

Ogólna krytyka wszystkiego



Doświadczenia książek naczelnego krytyka wszystkiego w ogólne nie są łatwe. Kto zmierzy się z Michelem Houellebeucqiem?

     Każdorazowo po lekturze książek Michela Houellebecqa czuje się nie najlepiej. W swoich książkach krytykuje współczesną kulturę, że się tak ogólnie wyrażę, bo jeśli chciałbym to robić szczególnie - musiałbym wymieniać wszystko. Od poszczególnych religii, poprzez zachowania seksualne, a kończąc na turystyce. Jedyne peany pochwalne, jakie możemy znaleźć, to te na cześć supermarketów i poszczególnych modeli samochodów. W związku z tym lektura jego książek zawsze wiąże się w jakimś stopniu z przygnębieniem. Nie jest to uczucie takie jak przy doznaniu melancholii wyrażonej w Księdze niepokoju, jest to sytuacja w pewnym stopniu bez wyjścia, bo w każdym z nas znajdzie się jakaś cecha skrytykowana przez tego autora. Co gorsza najczęściej jest to krytyka uzasadniona (choć nie stanowi to reguły) i co jeszcze gorsze, w jego książkach nie znajdziemy alternatywy...
     Klimat tych książek przypomina mi nastrój wiersza Tuwima który lubię, Mieszkańcy.

Straszne mieszkania. W strasznych mieszkaniach
Strasznie mieszkają straszni mieszczanie.
Pleśnią i kopciem pełznie po ścianach
Zgroza zimowa, ciemne konanie.

Od rana bełkot. Bełkocą, bredzą,
Że deszcz, że drogo, że to, że tamto.
Trochę pochodzą, trochę posiedzą,
I wszystko widmo. I wszystko fantom.

Sprawdzą godzinę, sprawdzą kieszenie,
Krawacik musną, klapy obciągną
I godnym krokiem z mieszkań - na ziemię,
Taką wiadomą, taką okrągłą.

I oto idą, zapięci szczelnie,
Patrzą na prawo, patrzą na lewo.
A patrząc - widzą wszystko oddzielnie
Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo...

Jak ciasto biorą gazety w palce
I żują, żują na papkę pulchną,
Aż papierowym wzdęte zakalcem,
Wypchane głowy grubo im puchną.

I znowu mówią, że Ford... że kino...
Że Bóg... że Rosja... radio, sport, wojna...
Warstwami rośnie brednia potworna,
I w dżungli zdarzeń widmami płyną.

Głowę rozdętą i coraz cięższą
Ku wieczorowi ślepo zwieszają.
Pod łóżka włażą, złodzieja węszą,
Łbem o nocniki chłodne trącając.

I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki,
Spodnie na tyłkach zacerowane,
Własność wielebną, święte nabytki,
Swoje, wyłączne, zapracowane.

Potem się modlą: "od nagłej śmierci...
...od wojny... głodu... odpoczywanie"
I zasypiają z mordą na piersi

W strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie.

Dla smaczku cytat z powieści Platforma.

"Moje marzenia są zwyczajne. Jak wszyscy mieszkańcy Europy Zachodniej, chciałbym podróżować. No, ale wynikają z tego różne problemy, bariera językowa, zła organizacja środków transportu, ryzyko kradzieży czy oszustwa; żeby wyrazić rzeczy w sposób dosadniejszy: to, czego naprawdę bym sobie życzył, to uprawianie turystyki. Mamy takie marzenia, na jakie nas stać"

     i

"Lubiłem przeglądać katalogi z ofertami wakacyjnymi, ich abstrakcyjny charakter, sposób, w jaki sprowadzano w nich różne miejsca na ziemi do ograniczonych możliwości odczuwania szczęścia i do cenników; a zwłaszcza ceniłem sobie system stawiania pewnej liczby gwiazdek, żebyśmy wiedzieli, jak intensywnego szczęścia mamy prawo się spodziewać. [...] Według modelu Marshalla klient to racjonalnie rozumująca jednostka, która chce otrzymać maksymalne zadowolenie za określoną cenę"

     Powyżej przedstawione krytyki w bezpośredni sposób odnoszą się do pragnień i życia większości ludzi żyjących w naszym kręgu kulturowym. A jest to oczywiście jedynie przedsmak tego co możemy znaleźć na kartach książek tego pisarza. Jak pisałem powyżej jest to sytuacja inna niż ta przedstawiona w książce Pessoi, u niego jest to ogólne zwątpienie w sens życia jako takiego, w którym siły bezsensu ścierają się z siłami sztuki. Tutaj nasze życie i nasze postawy są bezpośrednio krytykowane, jest to krytyka totalna i nie dająca alternatywy.
     Postaci przedstawione na kartach powieści nie pozwalają się utożsamiać czytelnikowi, najczęściej są odpychające, naładowane wszelkimi negatywnymi cechami, w najlepszym razie pozbawione głębi i realnego kontaktu ze światem, a z innymi ludźmi zwłaszcza. Ich działania skupiają się często w konwulsyjne poszukiwanie sensu, lub seksu, często jednego w drugim.
     Cytat s powieści Możliwość wyspy.

"Trzy lata temu wyciąłem z "Gente Libre" fotografię, gdzie penis mężczyzny, któremu widać było jedynie miednicę, wsuwał się do połowy i, żeby tak powiedzieć, spokojnie w pochwę kobiety, na oko dwudziestopięcioletniej, szatynki z długimi, kręconymi włosami. Wszystkie fotografie w owym czasopiśmie, przeznaczonym dla "liberalnych par", obracały się mniej więcej wokół tego samego tematu: dlaczego akurat to zdjęcie mnie oczarowało? Młoda kobieta, wsparta na kolanach i przedramionach, patrzyła w stronę obiektywu tak, jakby nastąpiła ona w momencie, gdy myślała ona zupełnie o czymś innym, na przykład o myciu podłogi; wydawała się jednak przyjemnie zaskoczona, jej spojrzenie zdradzało błogie, bezosobowe zadowolenie, jakby raczej to jej błony śluzowe, a nie umysł, reagowały na nieprzewidziany kontakt. Jej wagina wydawała się miękka, gładka, o właściwych rozmiarach, wygodna, była bez wątpienia cudownie otwarta i sprawiała wrażenie, że zawsze łatwo się otwiera na prośbę. Ta przyjemna gościnność, bez tragedii i w pewnym sensie bez ceremonii, była w chwili obecnej wszystkim, czego żądałem od świata"

     Skarykaturowane w powieściach idee, czy myśli, które dla wielu ludzi stawały i stają się nadal motywem inspirującym do działania, zdają się jedynie powidokiem czegoś odległego i nie sposób nie uznać ich za krytycznie głupie, w swojej głupocie śmieszne. To co kiedyś było myślą porządkującą świat wielu ludzi, w przedstawieniu pisarza jest jedynie karykaturą samej siebie.
     Tym razem cytat z Cząstek elementarnych.

"Miejsce Odmiany powstało w 1975 roku z inicjatywy grupy ludzi pokolenia 68 (prawdę mówiąc, żaden z nich niczego nie dokonał w 1968 roku; powiedzmy sobie, że byli pokoleniem 68 jedynie duchem) na rozległym terenie porośniętym sosnami, należącym do rodziców jednego z nich, na północ od Cholet. Projekt, inspirowany modnymi na początku lat siedemdziesiątych ideami wolnościowymi, zakładał utworzenie konkretnej utopii, miejsca, w którym wszyscy spróbują żyć "tu i teraz" wedle zasad samorządności, poszanowania wolności indywidualnej i bezpośredniej demokracji. Jednak Miejsce nie było po prostu kolejną wspólnotą; chodziło - skromniej - o stworzenie miejsca wakacyjnego wypoczynku, miejsca, gdzie zwolennicy tej koncepcji mieliby okazję zetknąć się z konkretnym zastosowaniem proponowanych zasad; chodziło również o pobudzenie do działania, do twórczych spotkań, a wszystko to w duchu humanistycznym i republikańskim; chodziło w końcu, jak powiedział jeden ze współzałożycieli, o to, żeby "nieźle sobie poruchać"."

     Konkludując po lekturze książek Houellebecqa nie potrafię do końca znaleźć sobie miejsca. Wszystko co robię w jakimś sensie i w jakiejś części popada w śmieszności przedstawione w jego książkach. Trochę drobnomieszczańsko zajmuję się zbieractem, trochę uprawianiem turystyki, trochę szukaniem podniet. Wszystko to śmieszne, wszystko to wyszydzone. Jak żyć w takim razie? Jak żyć?

Później rozwinąłem jeszcze ten temat w notce Kilka poszczególnych krytyk, gdzie zajmuje się książką Platforma.

PS. lektura tych tekstów bardzo dobrze wpisuję się w funkcję literatury opisaną przeze mnie tutaj, słowem jest to lektura mało przyjemna (choć wiele elementów temu przeczy), ale bardzo ważna, do której gorąco zachęcam.


Na marginesie wiersza Juliana Tuwima Mieszkańcy i powieści Michela Houellebecqa Platforma tłum. Agnieszka Daniłowicz-Grudzińska, Możliwość wyspy tłum. Ewa Wieleżyńska, Cząstki elementarne tłum. Agnieszka Daniłowicz-Grudzińska, Mapa i terytorium tłum. Beata Geppert.

Zdjęcie powyżej autorstwa Abode of Chaos.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz