
Wrażenia po koncercie ZAZ, bez próby interpretacji.
Miałem napisać taki wyważony tekścik z analizą muzyki jako doświadczenia tekstualnego (nie samego tekstu oczywiście), nie tym razem. ZAZ po prostu, że się tak niemodnie wyrażę, dała czadu i nie ma o czym pisać.
Przed koncertem odbył się jakiś marny sapport, później pół godziny czekania w hali bez powietrza, gdzie komfort to -3, a ilość powietrza na jedną osobę to -14, a dodatkowo wkurzenie +4 (i rośnie), myśli typu "po co ja tutaj - nie lepiej było na wieży pogłośnić" przerywasz tylko myślami "gdzie się tak pchasz capie". Zaz wchodzi na scenę po długim oczekiwaniu i po pierwszych 15 sekundach już się odobraziłeś. Muzycznie super, ale zapewne ważniejsza jest energia tej wokalistki. Nie rozumiem ni w ząb co mówi i śpiewa (chyba że poszukam tłumaczenia) - ale nie wiele to przeszkadza w jakimś porozumieniu. Ręka się zastanawia czy tańczyć czy klaskać (a następnego dnia pozostaną po tym zakwaszone wspomnienia) i już nie przeszkadza tak ścisk i w ogóle. Dużo świateł, dużo się dzieje na scenie, ale przede wszystkim ta chodząca i śpiewająca energia. Co prawda nie przekonałem się do nowej płyty "Recto Verso", ale przypomniałem sobie swoje zauroczenie wcześniejszym albumem.
I filmik znaleziony w internetach, który oczywiście nic nie oddaje.
A dzięki temu można się w niej zakochać.
Na marginesie koncertu ZAZ 01/07/2013 Hala Koło zorganizowanego przez Francophonic we współpracy z Trinity Entertainment i Klub Progresja.
Zdjęcia powyżej kolejno pobrane stąd, oraz moje własne. Filmy zamieszczone przez Karolinę Witkowską i lexpress's.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz